Przeskocz do treści

Nie wiem jak to skomentować. To po prostu smutne. Szorujemy dno 18/100 punktów.

Pełen ranking wraz z metodologią na stronie ILGA Europe The Country Ranking

 

W różnych częściach internetu (rzadko niestety w naszym przaśnym, polskojęzycznym) pojawiają się artykuły o tym, jak różne kraje w regionach biedniejszych niż Europa borykają się z problemem importu śmieci. Kraje słabe, ekonomicznie gorzej rozwinięte zasypywane są śmieciami z krajów bogatszych. Nie chodzi tu o import śmieci o dużej wartości, z których w procesie recyclingu odzyskuje się cenne materiały do dalszego użytku. Zazwyczaj chodzi o odpady trudne w przetwarzaniu, bądź takie, których koszt przetworzenia jest wyższy niż koszt wysłania statkiem do kraju, który za małą opłatą pozwala wyrzucać u siebie co popadnie. Tak się dzieje w krajach biednych.

Tymczasem jest w Europie kraj, znajdujący się na 10 miejscu na świecie wedle wskaźnika rozwoju społecznego, kraj który wstał przecież z kolan i ma świetny, zajmujący się Ważnym Rzeczami kraj. Ten kraj to Polska oczywiście, kraj który po latach bycia "państwem z dykty" raźno zmierza ku świetlanej przyszłości, w którym wystarczy grymas skrzywienia najwyższych czynników partyjnych, by każdy problem ustrojowy został natychmiast (choć bez końca) poddany procesowi legislacyjnemu. Jak widać gospodarka odpadami nie należy do spraw istotnych dla rządu będącego blisko ludzi. Śmierdzi? Przecież śmieci muszą śmierdzieć! I nie będą nam inne kraje mówić, że nie musi, że sprawna administracja, wyposażona w dobre przepisy może skutkować dobrze działającą gospodarką odpadami.

W 2014 po raz pierwszy od dłuższego czasu podjęto próbę rozwiązania problemu śmieci  komunalnych. Dla tych, którzy nie  pamiętają - odpowiedzialność za gospodarkę odpadami przekazano gminom, które dostały również narzędzia do realizowania swoich obowiązków. Każde gospodarstwo domowe musiało podpisać umowę z gminą na wywóz śmieci, która zobowiązywała się do odbioru odpadów ze wszystkich gospodarst na swoim terenie. System ten zastąpił poprzednie rozwiązanie, w którym każdy podpisywał (a często nie podpisywał) umowę z wybraną firmą. Wprowadzenie kompleksowego rozwiązania skończyło z sytuacją, kiedy obowiązek posiadania umowy na wywóz śmieci był fikcyjny, bo niesprawdzalny (Taki wariant obowiązuje nadal w odbiorze nieczystości płynnych, o czym można organoleptycznie się przekonać jeżdżąc rowerem po terenach zabudowy jednorodzinnej). Śmieci komunalne przestały płynąć do lasów, rowów i sąsiadów. W wielu gminach problem dzikich wysypisk zniknął (choć zależało to od sprawności samorządu i umiejętnego wdrożenia przepisów reformy), w wielu gminach (szczególnie poza miastami) cena wywozu śmieci spadła (w naszym przypadku o ponad 60%, ale wcześniej śmieciarka przyjeżdżała tylko do kilku domów przy naszej ulicy, więc koszt usługi musiał być wysoki), a lasy przestały rodzić drzewa klozetowe, butelkowe i plasticzane.

Reforma z 2014 nie była jednak doskonała i nie uregulowała wszystkich kwestii związanych z obrotem odpadami. O ile odbiór śmieci z gospodarstw domowych przestał być problemem (sukces cywilizacyjny na miarę XXI wieku), o tyle to, co się z tymi śmieciami dzieje później nie zostało właściwie rozwiązane. Sprawa leży od lat (jak zwykle w polskim procesie legislacyjnym zabrakło oceny skutków reformy i korekt tego, co nie działa), a dzikie składowiska rosną. Biznes śmieciowy może być bardzo lukratywny - nie bez powodu jest jednym ze znaczących obszarów działania mafii włoskiej. Ponieważ podlega bardzo głębokiej regulacji, pokusa do omijania przepisów i unikania kosztów związanych z właściwą utylizacją odpadów jest duża,  a premia finansowa za nielegalne działania znaczna.

Tymczasem nie stworzono ram prawnych umożliwiających skuteczne egzekwowanie przepisów dotyczących składowania, sortowania i utylizacji śmieci. O dziwo, stworzono system kontroli (w Polsce nawet urzędy kontrolne są zazwyczaj fikcją), który nie daje właściwym organom administracji żadnych środków skutecznego wpływania na kontrolowane podmioty. Przedsiębiorcy łamiący przepisy czują się bezkarni, zarabiając fortunę na składowaniu odpadów "bez żadnego trybu". Nielegalna, uciążliwa działalność jest poddawana procesowi kontroli, wskazywane są wykroczenia, wydawane zalecenia i nakładane symboliczne, zupełnie nieskuteczne kary. Jak można przeczytać w jednym z poniższych artykułów po wielomiesięcznym postępowaniu, niezbitym wykazaniu winy sprawcy, na właściciela firmy składującego odpady niezgodnie z przepisami i zasmradzającego całą okolicę (smród jest zazwyczaj tylko objawem znacznie poważniejszego skażenia środowiska) nałożono mandat w wysokości... 400 złotych. W innym przypadku za uprzątnięcie terenu, na który zwożono śmieci, zapłacić będzie musiała gmina (a mowa o minimum 2,5 milionach złotych), a przedsiębiorca po raz kolejny rozpocznie działalność w nowym miejscu. Co ciekawe, problem narasta - jak każdy, którego rozwiązaniem odpowiednio wysokie czynniki partyjne nie są zainteresowane. Początkowo dzikie składowiska pojawiały się daleko od skupisk ludzkich. Teraz, śmierdzące, trujące i bardzo kosztowne w rekultywacji wysypiska pojawiają się w miastach, nawet 100 metrów od bloków mieszkalnych.

Cechą wspólną poniższych materiałów jest to, że problem jest zdefiniowany, przyczyny jasne, winni znani, konieczne zmiany oczywiste. Nawet jeśli przeprowadzone są do końca wszystkie procedury kontrolne, w obecnym stanie prawnym nie ma możliwości egzekucji przepisów. Jak w tych biednych krajach z początku wpisu, tylko że nie ma to miejsca w upadłych państwach Afryki czy Azji, tylko w środku Europy, w państwie, które ponoć nie jest już teoretyczne i działa sprawnie. Minęły dwa lata tego "nowego Państwa", interwencje poselskie (w sprawie śmieci!!!) się sypią, ale problem nie został podjęty. Może dlatego, że sprawa jest śmierdząca i jaśnie wielmożni politycy zajęci gadaniem o dumie nie chcą zakasać rękawów. Można się przecież ubrudzić.

Materiał Wojciecha Bojanowskiego w Faktach TVN z sierpnia 2017 roku:

Materiał z Portalu Samorządowego

Materiał z programu Uwaga TVN z kwietnia 2018

I świeżutki, z dziś artykuł z Gazety Wyborczej (gazeta nie wspiera content cards więc wstawiam jedynie link):
Zwozili śmieci, by je przerobić na paliwo. Powstało nielegalne, śmierdzące wysypisko