Przeskocz do treści

2

Aktualizacja (23.08.2018)

Zgodnie z informacjami z ostatniej „Lokalnej”:

Zamknięcie Okuniewskiej w Sulejówku nastąpi w piątek (24.08) wieczorem, bądź w poniedziałek (27.08) rano. Zaplanowana organizacja ruchu przewiduje, że Okuniewska będzie jednokierunkowa (kierunek tylko w do Warszawy) z punktowym ruchem wahadłowym (tak, wiem, że ruch wahadłowy na ulicy jednokierunkowej zdaje się być bez sensu).

Dodatkowo, remont mostu w Okuniewie został przedłużony do końca października, co oznacza, że jeśli zima przyjdzie wcześnie, to remont przeciągnie się do wiosny :/

Zdecydowałem się stworzyć ten wpis w związku ze zbliżającym się wielkimi krokami pandemonium komunikacyjnym w Sulejówku, które będzie miało duży wpływ na możliwość dotarcia do pracy samochodem dla mieszkańców Sulejówka, Halinowa i gmin ościennych. Sednem wpisu jest porównanie kosztów różnych wariantów kombinacji biletowych, tak żeby każdy mógł sobie wyrobić zdanie o istniejących możliwościach. Poczytacie o tym poniżej, ale najpierw słowo wyjaśnienia.

Zaczynając od trzeciego kwartału 2018 czekają nas następujące atrakcje drogowe:

  1. Kontynuacja remontu mostu w Okuniewie w ciągu drogi 637 (termin zakończenia koniec października)
  2. Kompleksowa przebudowa drogi 637 (Warszawa-Węgrów) na całym odcinku przebiegającym przez Sulejówek (prace zaplanowane na 2 lata)
  3. W 2019 rozpoczęcie budowy tunelu pod torami kolejowymi przy Lidlu (prace zaplanowane na 2 lata)
  4. W 2019 budowa węzła autostradowego w Zakręcie i przebudowa dróg lokalnych przy McDonaldzie spinająca Południową Obwodnicę Warszawy z drogami na Terespol, Lublin i licznymi lokalnymi (do 2020, pewnie dłużej :/).
  5. W bonusie jest jeszcze równoległa budowa tuneli pod torami w Wesołej i Rembertowie.

Jak wynika z powyższego, przez dwa lata wszystkie nasze drogi umożliwiające wjazd do Warszawy od wschodu będą przebudowywane w tym samym czasie. Wielu z dojeżdżających samochodami zapewne rozważy przesiadkę do pociągów. I tu czeka nas kolejna niespodzianka. Będzie Was wielu, bo na powyższe nałożą się jeszcze kolejne czynniki:

  1. Dojeżdżający samochodami do Warszawy Wesołej i Warszawy Woli Grzybowskiej, którzy teraz robią tak, żeby kupować bilety tylko na pierwszą strefę ZTM/WTP nie będą tego mogli robić, bo remonty dróg uczynią dojazd do tych dwóch przystanków kolejowych koszmarem
  2. Od września 2018 Sulejówek umożliwia swoim mieszkańcom kupno znacznie tańszych biletów dwustrefowych (bilet metropolitalny) ale rozważa równocześnie ograniczenia możliwości parkowania przy przystankach Sulejówek/Sulejówek Miłosna dla mieszkańców gmin ościennych

Ergo, od września dojeżdżający do tej pory samochodami do przystanków kolejowych obsługiwanych przez SKM Warszawa (czy to ze względów ekonomicznych, czy praktycznych) napotkają sporo trudności. W tej sytuacji dla części z podróżnych alternatywą będzie wsiadanie do pociągów Kolei Mazowieckich już w Halinowie. Wiąże się to z dodatkowymi kosztami, a że wspólna taryfa KM/WTP obowiązuje tylko do przystanku WWA Wola Grzybowska (I strefa) lub Sulejówek Miłosna (II strefa) jest kilka kombinacji taryfowych, które należy rozpatrzyć.

I Wariant wygodny

Koszt: 276 złotych miesięcznie 
Bilet miesięczny ZTM/WTP na dwie strefy (180 złotych) i miesięczny KM (96 złotych) na odcinku Sulejówek Miłosna - Halinów. Jest to wersja dla dojeżdżających codziennie, dająca pełną elastyczność - jeśli czasem zostawicie samochód w Sulejówku, nadal możecie do niego z Warszawy dojechać wszystkimi pociągami (zarówno KM, jak i SKM). Albo dojechać SKM do Sulejówka i dopiero tam przesiąść się w KM - zazwyczaj jest już sporo luźniej.

II Wariant ekonomiczny regularny

Koszt 238 złotych miesięcznie
Bilet miesięczny ZTM/WTP na pierwszą strefę (110 złotych) i miesięczny KM (128 złotych) na odcinku Warszaw Wola Grzybowska - Halinów. Jest to wersja dla dojeżdżających codziennie, zawsze na trasie WWA - Halinów. Skoro i tak interesują Was dojazdy tylko do Halinowa (ale potrzebujecie korzystać z usług ZTM/WTP w Warszawie), to pociągi SKM raczej Was nie interesują - bo do Halinowa nie dojeżdżają. Ta opcja daje Wam ewentualną możliwość podjechania S2 do WWy Woli Grzybowskiej z nadzieją, że wsiadając tam w pociąg docelowy spotkacie się z mniejszym tłokiem.

III Wariant ekonomiczny regularny, nieelastyczny

Koszt 110 złotych miesięcznie
Bilet miesięczny KM (110 złotych). Cena jest niezależna od tego, gdzie na linii średnicowej chcecie dojechać. Rośnie (o 4 złote) dopiero jeśli chcecie dojeżdżać za Warszawę Zachodnią czyli np. do Mordoru albo na lotnisko. Jest to wersja dla dojeżdżających codziennie z Halinowa do Warszawy, pod warunkiem, że nie korzystacie z autobusów, tramwajów, metra oraz SKM. Tylko pociągi KM.

IV Warianty dla dojeżdżających nieregularnie

Jak to przy rzeczach nieregularnych, wariantów jest bez liku. Warto jednak odnotować, że jeśli i tak macie kartę miejską to:

  • Jeśli macie kartę ZTM/WTP na pierwszą strefę, to jeśli chcecie jeździć z Halinowa rzadziej niż 11 dni w miesiącu - nie opłaca się kupować dodatkowo biletu miesięcznego KM na odcinek WWA Wola Grzybowska - Halinów. Taniej jest korzystać z biletów jednorazowych na KM.
  • Jeśli macie kartę ZTM/WTP na dwie strefy, to jeśli chcecie z Halinowa rzadziej niż 15 dni w miesiącu - nie opłaca się kupować dodatkowo biletu miesięcznego KM na odcinek Sulejówek Miłosna- Halinów. (przypominam, że dni roboczych w miesiącu jest około 22)

Jak widać z powyższego, wariantów jest sporo i warto jest je rozważyć. I tak jest drogo, choć jeśli do pracy macie 30 km, to koszt paliwa i eksploatacji samochodu jest znacząco wyższy.

Dane aktualne są na dzień 21.08.2018 a obliczenia są pod tym linkiem

Krótka opowieść o tym, jak split payment uderzy w małe, uczciwe firmy.

1 lipca wchodzi masowy, choć dobrowolny split payment.

Jestem gorącym zwolennikiem tej koncepcji, bo uważam, że może to być dobry środek do zwalczania szarej strefy i unikania podatków. Niestety, jak to w Polsce - pomysł był niezły, a wyjdzie jak zawsze.

Bardzo fajny przewodnik dla prowadzących działalność gospodarczą przygotował mbank na swojej stronie. Zaintrygowało mnie dlaczego banki tak ochoczo informują o zmianach, ale mają w tym swój interes, o czym będzie trochę dalej:

Akcja informacyjna ze strony administracji państwowej jest prawie żadna, natomiast banki ochoczo, już 2 miesiące wcześniej założyły wszystkim klientom firmowym rachunki VATowskie i ruszyły z akcją informacjyjną. Tak jak w przypadku profilu zaufanego, ciężar obsługi i zapewnienie dostępu do podstawowych funkcji Państwa przerzucono na podmioty prywatne. Nasza administracja nawet kiedy wprowadza dobre rozwiązania, to niestety nie umie ich wdrożyć. Jest to dla mnie oczywisty przejaw słabości Państwa, ale nie czas się tu o tym rozpisywać.

Split payment jest na szczęście dla większości firm i branż dobrowolny, ale jednoznacznie odradzam używanie go przez większość firm prowadzonych w formie DG. Dlaczego? Przez jeden haczyk, który oczywiście nie jest mocno eksponowany w materiałach informacyjnych. Dla tych, którym nie chce się przez prezentację mBanku przedzierać, poniżej przedstawiam wyjaśnienie na przykładzie:

Kontrahent DG decyduje się partycypować w split payment. Reguluje fakturę na kwotę 1.000 netto, czyli przelewa 1230 złotych swojemu partnerowi biznesowemu. 1.000 złotych trafia na normalne konto odbiorcy a 230 złotych trafia na subkonto Vat. Problem polega na tym, że środki z konta VATowskiego można użyć jedynie na dwa sposoby: sposób pierwszy to regulowanie VAT należnego wobec US. Sposób drugi to użycie środków na tym rachunku do uiszczenia VATu z faktur otrzymanych. Nie ma innego sposobu na pobranie tych środków. Niby nic, ale split payment nie obowiązuje przy płatnościach gotówkowych, bądź regulowanych na przykład kartą. To szczególnie ważne dla DG, które prowadzą proste działalności. Dlaczego?

Wracając do przykładu - jeśli dla właściciela DG z przykładu wspomniana płatność (to uproszczenie) jest jedynym przychodem, a swoje koszty reguluje on głównie kartą (na przykład opłaca hosting, kupuje zdjęcia ze stocka itp.) to na koniec miesiąca będzie miał koszty, będzie miał faktury. VAT należny urzędowi skarbowemu będzie pomniejszony o VAT z faktur. Przedsiębiorca przeleje VAT należny (na przykład 100 złotych, bo na fakturach kosztowych uiścił VAT w wysokości 130 złotych) do US. Na subkoncie VAT pozostaną środki będące różnicą między VAT przelanym do US, a VAT otrzymanym od kontrahenta (100 złotych). W obecnej sytuacji przedsiębiorca mógłby te środki wypłacić i wykorzystać - przecież opłacił już VAT w fakturach otrzymanych płacąc kartą. Po wprowadzeniu split payment przedsiębiorca zapłaci de facto VAT dwa razy (raz kartą, a raz pozostawiając środki na subkoncie VAT, do których nie ma dostępu).

I to trochę wyjaśnia, dlaczego banki tak ochoczo przyklaskują temu rozwiązaniu, które przecież wymaga od nich sporo pracy. Rozwiązanie split payment bardzo promuje płatności przelewem. Wiele małych DG otrzymane od kontrahentów środki od razu przelewa na konto indywidualne i z niego reguluje faktury. Prawo tego nie zakazuje, a dlaczego tak robią? Przelewy z rachunków prywatnych są często bezpłatne, natomiast za przelewy z rachunków firmowych banki pobierają mniejsze lub większe prowizje. Teraz opłacanie faktur z kont indywidualnych będzie nieopłacalne, bo uniemożliwi sięgnięcie po VAT na subkoncie. Dla banków to eldorado prowizyjne, dodatkowo ozłocone osadem, który będzie się gromadził na subkontach VAT. Osadem, do którego właściciel środków nie będzie miał dostępu.

I tak to, w tym cudownym kraju dobry pomysł spieprzono, a zapłacą za to mali przedsiębiorcy.

Nie jestem fanem zawodowego sportu i nie zamierzam się odnosić do elementu sportowego. Jednak po burdach na niedzielnym meczu w Poznaniu, w czasie spotkania Legii z Lechem na klawiaturę ciśnie się kilka refleksji.

Lech Poznań od lat ma problemy z chuliganami, o nieformalnych i formalnych powiązaniach klubu z nimi (chuliganami, którzy sami siebie uważają się za kibiców) media piszą od lat. Problem jest stary, znany i nie widać chęci jego rozwiązania. Nie widać też skutecznych działań innych organów odpowiedzialnych za zapewnienie bezpieczeństwa w trakcie widowiska jakim jest mecz piłkarski drużyn ze szczytu tabeli "Ekstra"Klasy.

Wydarzenia z ubiegłego weekendu są porażką przynajmniej trzech podmiotów. PZPN jako odpowiedzialnego za organizację całości rozrywek, władz klubu, które nie są w stanie sobie z problemem poradzić i Policji, której działania wzbudzają zadziwienie.

PZPN wiedział (tak jak każdy, kto choć trochę interesuje się tematyką zawodowej piłki nożnej), że mogą być problemy w trakcie meczu. W soszialach sypały się ostrzeżenia, że jeśli chuligani zakłócą przebieg spotkania "konsekwencje będą poważne".

Klub wiedział, że mogą być problemy w trakcie meczu. A jednak na stadion wniesiono materiały pirotechniczne, a nawet stroje, które uniemożliwiają identyfikację, bo zakrywają chuligana od stóp po czubek głowy, czyniąc videoidentyfikację trudno, bądź nawet niemożliwą. Śmiem twierdzić, że osoby planujące tę zadymę nie są przypadkowymi widzami, a raczej najbardziej "zaangażowanymi w życie drużyny" osobnikami, którzy uważają, że mają prawo do takich zachowań. Zapewne są oni dobrze znane władzom klubu.

Policja, która twierdzi, że interweniować może dopiero po wezwaniu organizatora, która od miesięcy świetnie sobie radzi ze ściganiem ludzi blokujących marsze faszystów, która nie waha się używać siły wobec pokojowych manifestantów, a która od ponad pół roku nie jest w stanie zidentyfikować uczestników Marszu Niepodległości niosących rasistowskie hasła, których zatrzymanie obiecywał minister spraw wewnętrznych, jest w stanie tylko biadolić na Twitterze, że zamaskowanych chuliganów trudno identyfikować:


To naprawdę tak nie może być. Na klub nie liczę, bo ewidentnie woli ryzykować kary niż rozwiązać problem. Ale PZPN powinien wyciągnąć realne konsekwencje wobec klubu. Walkover jest oczywistością, kary finansowe również, ale jedyną naprawdę bolesną karą jest degradacja klubu. Nie o jedną ligę. Być może do samego dołu. Tylko odcięcie klubu od strumienia pieniędzy z praw telewizyjnych i marketingowych oraz zmuszenie go do ciężkiej pracy oraz pięcia się w górę może być dostatecznie silnym sygnałem ostrzegawczym dla innych klubów. Żal normalnych kibiców i żal piłkarzy, ale klub miał lata, by problem załatwić.

Do Policji też tracę nadzieję. PiS doprowadził ją, jak większość innych organów Państwa do skrajnego upolitycznienia. Zmarnowano lata pracy nad wizerunkiem tej organizacji i podważono zaufanie do niej. Po wydarzeniach w Poznaniu, ze strony politycznego nadzoru nad Policją, płyną informacje, że konsekwencje będą stanowcze, spotkał się jeden komitet z drugim, minister z wojewodą i tak to leci. A sukcesów w ściganiu idiotów - czy to chuliganów, czy to rasistów i wzywających do nienawiści na tle rasowym - brak. Bo zwalczanie prawdziwych zagrożeń dla bezpieczeństwa, w przeciwieństwie do wyimaginowanych zagrożeń dla partii rządzącej nie leży w interesie "Prawa i Sprawiedliwości"

W ramach lektury do korpoobiadu polecam wywiad z Januszem Piechocińskim, księciem polskiego Twittera. Na TT znany z trzymania się faktów i statystyk, w wywiadzie mówi przekonująco o gospodarce i polityce. Wyważony, choć zdecydowany głos, taki którego bardzo brakuje w naszej sferze publicznej.

2 cytaty na zachętę:

MG: Twitter żyje posłem Żalkiem, który obraził protestujących niepełnosprawnych i Macierewiczem, którego auto miało wypadek, ale podobno byłego ministra wcale w tym aucie nie było. A nie tym, że mleko potaniało w skupie.

 

JP: A ja piszę o mleku, ponieważ ludzi powinny interesować zupełnie inne tematy niż Macierewicz. Afrykański pomór świń jest wewnątrz kraju, bo Krzysztof Jurgiel, kiedy trzeba było działać, wolał tylko mówić o dzikach i płocie na granicy. Poseł Żalek? Niech mu ktoś przypomni, kiedy jako kandydat na prezydenta Białegostoku był pytany o specyficzne dla regionu sprawy, a w odpowiedzi uciekł w ocenianie 25 lat polskiej polityki, jakby sam w niej nie siedział - najpierw był w AWS, potem w PO, a teraz w PiS.

 

Wie pan, świat przyspieszył, a ludzie, którzy mają głęboką wiedzę i duże doświadczenie, boją się dziś odezwać. Bo narzuciliśmy sobie - nie tylko w polityce - radykalną narrację. Neobolszewizm. Polega on na tym, że wychodzi taki i mówi, że on się wypowiada w imieniu ludu i w związku z tym ma rację. I wypowiada się radykalnie, żeby lud mu klaskał.

Niestety Janusz Piechociński nie planuje powrotu do czynnej polityki.

Wywiad jest dostępny na portalu gazeta.pl

W różnych częściach internetu (rzadko niestety w naszym przaśnym, polskojęzycznym) pojawiają się artykuły o tym, jak różne kraje w regionach biedniejszych niż Europa borykają się z problemem importu śmieci. Kraje słabe, ekonomicznie gorzej rozwinięte zasypywane są śmieciami z krajów bogatszych. Nie chodzi tu o import śmieci o dużej wartości, z których w procesie recyclingu odzyskuje się cenne materiały do dalszego użytku. Zazwyczaj chodzi o odpady trudne w przetwarzaniu, bądź takie, których koszt przetworzenia jest wyższy niż koszt wysłania statkiem do kraju, który za małą opłatą pozwala wyrzucać u siebie co popadnie. Tak się dzieje w krajach biednych.

Tymczasem jest w Europie kraj, znajdujący się na 10 miejscu na świecie wedle wskaźnika rozwoju społecznego, kraj który wstał przecież z kolan i ma świetny, zajmujący się Ważnym Rzeczami kraj. Ten kraj to Polska oczywiście, kraj który po latach bycia "państwem z dykty" raźno zmierza ku świetlanej przyszłości, w którym wystarczy grymas skrzywienia najwyższych czynników partyjnych, by każdy problem ustrojowy został natychmiast (choć bez końca) poddany procesowi legislacyjnemu. Jak widać gospodarka odpadami nie należy do spraw istotnych dla rządu będącego blisko ludzi. Śmierdzi? Przecież śmieci muszą śmierdzieć! I nie będą nam inne kraje mówić, że nie musi, że sprawna administracja, wyposażona w dobre przepisy może skutkować dobrze działającą gospodarką odpadami.

W 2014 po raz pierwszy od dłuższego czasu podjęto próbę rozwiązania problemu śmieci  komunalnych. Dla tych, którzy nie  pamiętają - odpowiedzialność za gospodarkę odpadami przekazano gminom, które dostały również narzędzia do realizowania swoich obowiązków. Każde gospodarstwo domowe musiało podpisać umowę z gminą na wywóz śmieci, która zobowiązywała się do odbioru odpadów ze wszystkich gospodarst na swoim terenie. System ten zastąpił poprzednie rozwiązanie, w którym każdy podpisywał (a często nie podpisywał) umowę z wybraną firmą. Wprowadzenie kompleksowego rozwiązania skończyło z sytuacją, kiedy obowiązek posiadania umowy na wywóz śmieci był fikcyjny, bo niesprawdzalny (Taki wariant obowiązuje nadal w odbiorze nieczystości płynnych, o czym można organoleptycznie się przekonać jeżdżąc rowerem po terenach zabudowy jednorodzinnej). Śmieci komunalne przestały płynąć do lasów, rowów i sąsiadów. W wielu gminach problem dzikich wysypisk zniknął (choć zależało to od sprawności samorządu i umiejętnego wdrożenia przepisów reformy), w wielu gminach (szczególnie poza miastami) cena wywozu śmieci spadła (w naszym przypadku o ponad 60%, ale wcześniej śmieciarka przyjeżdżała tylko do kilku domów przy naszej ulicy, więc koszt usługi musiał być wysoki), a lasy przestały rodzić drzewa klozetowe, butelkowe i plasticzane.

Reforma z 2014 nie była jednak doskonała i nie uregulowała wszystkich kwestii związanych z obrotem odpadami. O ile odbiór śmieci z gospodarstw domowych przestał być problemem (sukces cywilizacyjny na miarę XXI wieku), o tyle to, co się z tymi śmieciami dzieje później nie zostało właściwie rozwiązane. Sprawa leży od lat (jak zwykle w polskim procesie legislacyjnym zabrakło oceny skutków reformy i korekt tego, co nie działa), a dzikie składowiska rosną. Biznes śmieciowy może być bardzo lukratywny - nie bez powodu jest jednym ze znaczących obszarów działania mafii włoskiej. Ponieważ podlega bardzo głębokiej regulacji, pokusa do omijania przepisów i unikania kosztów związanych z właściwą utylizacją odpadów jest duża,  a premia finansowa za nielegalne działania znaczna.

Tymczasem nie stworzono ram prawnych umożliwiających skuteczne egzekwowanie przepisów dotyczących składowania, sortowania i utylizacji śmieci. O dziwo, stworzono system kontroli (w Polsce nawet urzędy kontrolne są zazwyczaj fikcją), który nie daje właściwym organom administracji żadnych środków skutecznego wpływania na kontrolowane podmioty. Przedsiębiorcy łamiący przepisy czują się bezkarni, zarabiając fortunę na składowaniu odpadów "bez żadnego trybu". Nielegalna, uciążliwa działalność jest poddawana procesowi kontroli, wskazywane są wykroczenia, wydawane zalecenia i nakładane symboliczne, zupełnie nieskuteczne kary. Jak można przeczytać w jednym z poniższych artykułów po wielomiesięcznym postępowaniu, niezbitym wykazaniu winy sprawcy, na właściciela firmy składującego odpady niezgodnie z przepisami i zasmradzającego całą okolicę (smród jest zazwyczaj tylko objawem znacznie poważniejszego skażenia środowiska) nałożono mandat w wysokości... 400 złotych. W innym przypadku za uprzątnięcie terenu, na który zwożono śmieci, zapłacić będzie musiała gmina (a mowa o minimum 2,5 milionach złotych), a przedsiębiorca po raz kolejny rozpocznie działalność w nowym miejscu. Co ciekawe, problem narasta - jak każdy, którego rozwiązaniem odpowiednio wysokie czynniki partyjne nie są zainteresowane. Początkowo dzikie składowiska pojawiały się daleko od skupisk ludzkich. Teraz, śmierdzące, trujące i bardzo kosztowne w rekultywacji wysypiska pojawiają się w miastach, nawet 100 metrów od bloków mieszkalnych.

Cechą wspólną poniższych materiałów jest to, że problem jest zdefiniowany, przyczyny jasne, winni znani, konieczne zmiany oczywiste. Nawet jeśli przeprowadzone są do końca wszystkie procedury kontrolne, w obecnym stanie prawnym nie ma możliwości egzekucji przepisów. Jak w tych biednych krajach z początku wpisu, tylko że nie ma to miejsca w upadłych państwach Afryki czy Azji, tylko w środku Europy, w państwie, które ponoć nie jest już teoretyczne i działa sprawnie. Minęły dwa lata tego "nowego Państwa", interwencje poselskie (w sprawie śmieci!!!) się sypią, ale problem nie został podjęty. Może dlatego, że sprawa jest śmierdząca i jaśnie wielmożni politycy zajęci gadaniem o dumie nie chcą zakasać rękawów. Można się przecież ubrudzić.

Materiał Wojciecha Bojanowskiego w Faktach TVN z sierpnia 2017 roku:

Materiał z Portalu Samorządowego

Materiał z programu Uwaga TVN z kwietnia 2018

I świeżutki, z dziś artykuł z Gazety Wyborczej (gazeta nie wspiera content cards więc wstawiam jedynie link):
Zwozili śmieci, by je przerobić na paliwo. Powstało nielegalne, śmierdzące wysypisko