Przeskocz do treści

Wrażenia po konwencji Lewicy

Zastrzeżenie: Nie jestem członkiem żadnej partii politycznej.

Zawsze głosuję, choć od lat bez entuzjazmu, jako że nie odpowiada mi oferta żadnej z partii. Uważam, że zbliżające się wybory są ważne i kluczowym zadaniem jest odsunięcie PiSu od władzy. Jestem jednak wyborcą, dla którego same argumenty antyPiS to za mało, by zdobyć moje poparcie. Uważam, że Platforma nadal nie wyciągnęła wniosków ze swoich porażek w ostatnich 4 latach, nadal ma problem z wiarygodnością i bycie największą partią opozycji jest dla niej w pełni satysfakcjonujące. Nieporadne działania Platformy nie mają wiele wspólnego z jej ostrą i często po prostu głupią retoryką. Ten dysonans skutecznie zniechęca mnie do głosowania na tę formację. Pojawienie się Lewicy daje mi jakiś wybór.

Cieszę się, że zdarzenia ułożyły się tak, że powstał oddzielny blok lewicy (wątpię, by był to efekt jakiegokolwiek planu, ale to już nieistotne - blok lewicy jest faktem), bo w polskim parlamencie brakuje głosu ideowej lewicy. Światopoglądowo Sejm i Senat zdominowane są od lat przez konserwatystów (w polskiej, obskuranckiej odmianie, bardzo odległej od współczesnej myśli politycznej). PiS, choć w sferze socjalnej głosi lewicowe postulaty (których nie potrafi zrealizować) partią lewicową nie jest i nerwowo reaguje na takie sugestie.

Dlatego zdecydowałem się pójść na konwencję Lewicy, by na własne oczy zobaczyć, czy sklecana na szybko formacja będzie w stanie zaproponować coś spójnego i przekonującego. Nie jest to żadna obiektywna analiza, po prostu zapis wrażeń. Pewne elementy zostały pominięte.

W skrócie: podobało mi się to, co zobaczyłem. Na konwencji sprawnie, w sposób zrozumiały dla szerokiej grupy odbiorców zarysowano postulaty lewicy (postulaty szeroko opisane poniżej). Czytelnie określono też grupę docelową: młodzi, ludzie pracy, pracownicy administracji i budżetówki, pracownicy służb mundurowych oraz Ci, którzy powinni otrzymać realne wsparcie Państwa - chorzy, emeryci i niezamożni. Elementem spinającym całą konwencję były kobiety, ich prawa i wyrównywanie szans między wszystkimi obywatelami. Mimo, że wiele postulatów lewicy można odnaleźć w programie PiS, to jednoznacznie wykluczono współpracę z tą partią (nie z powodów ideowych, ale ze względu na gwałcenie przez PiS Konstytucji, niedotrzymywanie zobowiązań i zniszczenie praworządności) - deklaracje te umacniane były żądaniem Trybunału Stanu dla ministra Ziobry i premiera Morawieckiego. Lewica konsekwentnie unika pułapki gubienia się w narracjach PiSu, co nie przeszkadza jej bardzo mocno i merytorycznie punktować tę partię. Nie poprzez platformerskie biadolenie, ale wychodzenie z konkretnymi propozycjami. Platformie również się obrywało, ale Lewica nie wykluczyła współpracy z tą partią - jeśli zgodzi się ona na postulaty socjalne i postawienie "zwykłego obywatela" w centrum uwagi.

W żadnym wystąpieniu nie zaistniał temat polityki zagranicznej.

Poniżej subiektywne podsumowanie wszystkich wypowiedzi.

Konwencja zaczęła się mocnym występem trzech dynamicznych kobiet, które zajmują pierwsze, bądź drugie miejsca na listach w swoich okręgach. Każda z nich skupiła się na innej sferze życia. Jako pierwsza głos zabrała Marcelina Zawisza.

Liderka listy w Opolu pokazała pazur i wolę walki w kwestiach ideologicznych. Mocno akcentowała postulaty feministyczne - w polskich realiach brzmiące bardzo radykalnie - ale każdy z nich był osadzany w konkretnych działaniach. Oprócz prawa do aborcji na żądanie kobiety do 12 tygodnia ciąży, mocno wybrzmiały postulaty zwiększenia finansowania ochrony zdrowia (do 6,8% PKB (jedna z niedotrzymanych obietnic PiS)), zagwarantowania dostępności opieki ginekologicznej, dofinansowania antykoncepcji, zniesienia klauzuli sumienia i wsparcia dla kobiet powracających do pracy po urlopach macierzyńskich. Wystąpienie było bardzo ostre w tonie - nawet jeśli nie ze wszystkim się zgadzam, to fajnie było usłyszeć, że ktoś z realnymi szansami dostania się do parlamentu mówi o tych ważnych sprawach otwarcie i stanowczo, a nie z zawstydzeniem i bez przekonania.

Jako kolejna głos zabrała Anna Maria Żukowska, wiceliderka listy warszawskiej. Jej wystąpienie skoncentrowane było na nowoczesnej edukacji. Wśród głównych postulatów były: pełna dostępność do edukacji niezależnie od miejsca zamieszkania czy statusu majątkowego. Dostępność do szkoły neutralnej światopoglądowo, w której każdy uczeń będzie czuł się bezpiecznie. Środkami do osiągnięcia tych celów mają być wprowadzenie zajęć antydyskryminacyjnych, z cyber bezpieczeństwa i z zakresu edukacji seksualnej. Zapowiedziała również likwidację finansowania zajęć z religii w szkołach i przeznaczenie wydawanych na ten cel 2 mld złotych na poszerzenie oferty edukacyjnej oraz zapewnienie bezpłatnego wyżywienia dla wszystkich uczniów. Istotnym postulatem było również zapewnienie bezpłatnych dojazdów do szkół dla wszystkich uczniów, mające zmniejszać wykluczenie edukacyjne. Na koniec padły deklaracje o utrzymaniu Karty Nauczyciela, co ma doprowadzić do odbudowy pozycji i godności nauczycieli oraz przywrócenie opieki pielęgniarskiej i dentystycznej w szkołach (znów niezrealizowany postulat PiS). To też było dobre wystąpienie programowe, choć niektóre postulaty są dyżurne i w mojej ocenie nierealizowalne. Jedynym nawiązaniem do PiSu była ostra krytyka (w tym personalna) deformy edukacji i byłej minister Zalewskiej.

Trzecią osobą, która zabrała głos Beata Maciejewska, liderka listy w Gdańsku, wcześniej pracująca w Słupsku, w czasie prezydentury Roberta Biedronia. Odwołując się do słupskich doświadczeń zapewniła, że Lewica będzie dążyć do prowadzenia otwartego dialogu ze wszystkimi obywatelami. I zabierać głos w imieniu tych, którzy nie mogą w polityce wygłaszać swoich postulatów - dzieci i zwierząt. Sednem jej przemówienia było jednak świeckie państwo, które ma zostać zrealizowane poprzez renegocjację konkordatu. Pojawiła się również zapowiedź likwidacji przywilejów Kościoła oraz rozliczenie winnych pedofilii. Mimo zdecydowanych tez przemówienie podkreślało konieczność prowadzenia dialogu w duchu szacunku.

Po wysłuchaniu przemówień tych trzech kandydatek miałem myśl, że właściwie na tym możnaby zakończyć konwencję. Podkreślonoby tym sposobem, że siłą Lewicy są kobiety, że Lewica stawia na młodość. To byłoby jednak zbyt radykalne posunięcie i następnie wystąpili trzej liderzy.

Pierwszy wystąpił Adrian Zandberg, który jest świetnym mówcą wiecowym, choć dla mnie pozostaje trochę przerażający. Sprawnie wyłożył swoją definicję lewicy - ugrupowania, które dąży do tego, żeby wszystkim zapewnić wolność, której warunkiem jest brak lęku o przyszłość. Jego przemówienie było skoncentrowane na kwestiach bezpieczeństwa socjalnego dla wszystkich pracujących ludzi. Złożył obietnicę podwyżek w budżetówce i administracji oraz końca umów śmieciowych w państwowych instytucjach. Zapowiedział podniesienie płacy minimalnej do 2700 złotych i wprowadzenie mechanizmu, który zagwarantuje, że najniższe uposażenia będą rosły szybciej niż inflacja. Powtórzył deklarację o zwiększeniu nakładów na ochronę zdrowia (tym razem do 7% PKB), zapowiedział zmiany w systemie refundacji leków (leki na receptę po 5 złotych), a także zagwarantowanie wydawania przez Państwo 2% PKB na naukę, co doprowadzić ma do rozpędzenia nowoczesnej gospodarki. Kolejnym tematem była gospodarka mieszkaniowa (deklaracja budowy miliona mieszkań w 10 lat) oraz zakończenie spraw związanych z reprywatyzacją (uderzenie w PiS i USA). Celem programu mieszkaniowego jest umożliwienie rodzinom wynajęcia pierwszego mieszkania za kwotę 1000 złotych.

Następnie na scenę wyszedł stary wyjadacz, Włodzimierz Czarzasty. Pierwsza część jego przemówienia miała charakter ustrojowy. Dużo było o łączeniu podzielonych i zwaśnionych ludzi w oparciu o konstytucję i zapisane w niej państwo prawa, sprawiedliwość społeczną i społeczna gospodarka rynkową. Szeroko przytaczał fragmenty konstytucji wskazując, że wartości w niej zawarte są tożsame z wartościami głoszonymi przez Lewicę. Podkreślał wynikające z konstytucji prawa obywateli - te konkretne, bliskie skórze - prawo do edukacji, zdrowia, szacunku i usług publicznych, przysługujących niezależnie od stanu portfela. Druga część była bardzo polityczna, pełna mocnych uderzenień w PiS i ministra Ziobrę oraz pełna setek dla mediów ("Panie Ziobro, czy to nie jest tak, że pan jest świństwogenny?"). Padły deklaracje, że Lewica doprowadzi do rozliczenia rządów PiSu (w tym premiera Morawieckiego) i przywrócenia praworządności. Oberwało się też PO za zwijanie Państwa na prowincji. Następnie wyłożył plan likwidacji umów śmieciowych i wprowadzenia szeregu praw (urlopy, chorobowe), które będą przysługiwać niezależnie od formy zatrudnienia. Mówił o przywróceniu praw nabytych służb mundurowych, podniesieniu pensji w administracji (do 3500 złotych) i zadeklarował podniesienie rent i emerytur (minimum na poziomie 1600 złotych). Ciekawym posunięciem było wprowadzenie obowiązkowej certyfikacji dla firm, "Certyfikatu Sprawiedliwości", dla uzyskania którego firmy będą musiały doprowadzić do zrównania zarobków kobiet i mężczyzn pracujących na tych samych stanowiskach.

Jako ostatni wystąpił Robert Biedroń. Początek to dużo uśmiechów, dużo łoł, trochę zabrakło świeżości. Robert powtarzał z emfazą dobrze znane przemówienie oparte na hasłach "wolność, a nie kontrola", "wspólnota, a nie wojna" oraz "współpraca, a nie Państwo dla wybranych". Przemówienie najmniej programowe, najbardziej ogólne, chyba o lewicowych wartościach. Wolność, solidarność, wspólnota. Oprócz tego ekologia (czyste powietrze), prawa zwierząt (likwidacja ferm futerkowych i chowu klatkowego). Istotnym elementem były prawa kobiet, ale tu dużo bardziej przekonująca była Marcelina. Zapowiedział wprowadzenie związków partnerskich i ustawową równość małżeńską. I w tym momencie rozległ się alarm pożarowy i przeprowadzono sprawną ewakuację budynku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.