Przeskocz do treści

O wyborach do sejmików słów parę

Za 11 dni wybory samorządowe. Jako obywatel typu zaangażowanego staram się do aktu wyborczego podchodzić poważnie. Wybory samorządowe są najbardziej skomplikowanym głosowaniem, w jakim bierzemy udział. Jednego dnia głosujemy na radnych gminnych, powiatowych, wojewódzkich oraz wójtów, burmistrzów czy prezydentów.

Mieszkam i głosuję na wsi, gdzie wybory lokalne są mniej upolitycznione. Na poziomie rady gminy przynależność partyjna kandydatów jest bez znaczenia, w wyborach do powiatu partyjne komitety wyborcze służą raczej jako wehikuł organizacyjny niż element mobilizujący elektorat. Na dwóch najniższych szczeblach samorządu poza metropoliami naprawdę głosuje się na ludzi, których się zna. Sytuacja zmienia się na poziomie wojewódzkim, gdzie kandydaci są już zazwyczaj zupełnie anonimowi. Nie korzystają z przywilejów polityków Sejmu i Senatu, którzy mogą brylować w mass mediach, a ze względu na wielkość okręgów wyborczych, startujący mieszkają często dziesiątki kilometrów od swoich wyborców i nie mają szansy do nich dotrzeć przez media lokalne czy spotkania na żywo.

Kandydaci do sejmików mają więc problem. Problem mają również świadomi wyborcy, którzy nie chcą oddawać głosu "w ciemno". Nie jest żadną tajemnicą, że od lat nie ma partii wyborczej, która wywoływałaby mój entuzjazm i z braku laku oraz bez entuzjazmu często oddaję swój głos na PO. Zastanawiając się na kogo oddać głos w najbliższych wyborach postanowiłem więc przyjrzeć się dokładniej kandydatom Koalicji Obywatelskiej w moim okręgu. Zadanie okazało się dużo trudniejsze niż sądziłem i doprowadziło mnie to do kilku wniosków natury ogólnej o mechanizmach rządzących tymi wyborami. Raczej niezbyt wesołych. Zapraszam do lektury felietonu.

  1. Okręg wyborczy numer 6, województwo mazowieckie.
    W sejmikach obsadzamy 9 mandatów (spośród 51), uprawnionych do głosowania jest ponad 720 tysięcy osób (na ponad 4 miliony mieszkańców województwa). Powierzchnia okręgu to 12500 km kwadratowych, czyli ponad 24 razy więcej niż miasto Warszawa.
  2. Koalicja Obywatelska w wyborach do Sejmiku wystawiła 11 kandydatów (o dwoje więcej niż jest mandatów do obsadzenia). 
    Kandyduje 5 kobiet i 6 mężczyzn. Średni wiek i mediana wieku kandydata z tej listy to 52 lata (dużo!) Najmłodsza kandydatka ma 42 lata, najstarszy kandydat ma lat 62. Parytet płci jest więc na liście zachowany, zaskakuje jednak brak kandydatów młodszych niż 40 lat.
  3. Okręg wyborczy obejmuje 10 powiatów, kandydaci pochodzą z 9 spośród nich. Nie jest reprezentowany powiat ostrowski, zaś powiat siedlecki reprezentuje aż trzech kandydatów. Mimo to, reprezentacja terytorialna jest dobrze odwzorowana.
  4. Spośród wszystkich kandydatów i kandydatek tylko osoba startująca z jedynką na liście zasiada obecnie w sejmiku i jest członkiem Zarządu Województwa Mazowieckiego. Spośród wszystkich startujących doświadczenie samorządowe (czy to w samorządzie, czy instytucjach samorządowych) ma 1/3 kandydatów czyli cztery osoby. Pozostałe osoby to głównie lokalni przedsiębiorcy i pracownicy oświaty. Co ciekawe, z listy Koalicji Obywatelskiej startuje również wysoko posadzony związkowiec (OPZZ).
  5. Powyższe czynniki powinny kształtować kampanię wyborczą KW Koalicji Obywatelskiej. Stawka w wyborach jest duża - województwa, w przeciwieństwie do powiatów, dysponują szerokimi strumieniami finansowymi (miedzy innymi z programów unijnych), mogą zapewniać liczne i dobrze płatne posady. Istnieje też motywacja polityczno prestiżowa - w potocznym odbiorze wybory samorządowe wygrywa ta partia, która obejmuje władze w sejmikach (także w koalicjach) i nominuje najwięcej zwycięskich prezydentów i burmistrzów miast. A jak jest w istocie? 

Poprzednie wybory były nietypowe - nieszczęsne "książeczki wyborcze" najprawdopodobniej zaburzyły wyniki wyborów. W 2014 w moim okręgu PSL zdobyło 4 mandaty, tyle samo zdobył PiS, a 1 mandat przypadł PO. Wydawałoby się, że wobec przywrócenia płachtowego systemu głosowania Koalicja Obywatelska powinna stawać na głowie by poprawić swój wynik wyborczy. Tymczasem kampanii na poziomie wojewódzkim praktycznie nie ma, w mojej części okręgu nie dzieje się nic. Nie ma informacji o kandydatach, nie ma żadnych spotkań, nie ma nawet plakatów. Poza macierzystymi miejscowościami kandydatów ich nazwiska nie mówią wyborcom praktycznie nic.

W tej sytuacji wydawałoby się, że kandydaci skierują się do internetu by promować swoje kandydatury i nawiązać kontakt z wyborcami w tym rozległym okręgu. Proste i oczywiste, prawda? A rzeczywistość jest następująca:

  1. Na 11 kandydatów żaden nie ma strony www. Liderka listy wprawdzie linkuje do swojej strony w profilu na fb, ale strona ta nie istnieje
  2. Na 11 kandydatów pięcioro ma odnajdywalną stronę na fb, ale tylko liderka listy ma profil publiczny
  3. Test googlowy kandydatów (przegląd pierwszych czterech stron wyników w czystym google, po wpisaniu imienia i nazwiska):
    Za wyjątkiem liderki listy, wyniki nie informują o żadnej społecznej działalności 8 na 11 kandydatów. Dominują wpisy związane z KRS i działalnością biznesową kandydatów. O jednym z kandydatów google nie wie nic. Mimo, że jest on dyrektorem muzeum. Jest to naprawdę duże osiągnięcie. 
  4. Strona komitetu wyborczego to kpina - poza wymienieniem kandydatów nie ma na niej żadnych informacji, danych kontaktowych ani biogramów. Więcej o tym na sam koniec felietonu 🙂

Co w tej sytuacji może zrobić wyborca chcący poznać kandydatów? Niewiele. I nie jest to zaskoczeniem - wydaje się, że strategią komitetu wyborczego jest wyszarpanie tego jednego, jedynego mandatu dla liderki. Rolą pozostałych kandydatów jest zebranie dodatkowych głosów, które ułatwią komitetowi przekroczenie progu umożliwiającego wzięcie udziału w podziale mandatów.
W normalnej sytuacji, kiedy w wyborach do sejmiku listy rejestrowałyby partie, taka sytuacja nie byłaby niczym dziwnym. Dla PO mój okręg nie jest istotny, regularnie tu przegrywa wszystkie wybory (moim zdaniem od lat występuje tu sprzężenie zwrotne - słaby okręg, więc partia wystawia kandydatów trzeciego sortu). To, co zaskakuje, to że te wybory są nietypowe i KW powinny stosować inne niż zwyczajowe strategie. KW Koalicja Obywatelska grupuje przedstawicieli więcej niż jednej partii. Na liście reprezentowani są nie tylko ludzie Platformy, ale również Nowoczesnej czy lewicy. Przynajmniej Ci ludzie powinni wykazać się jakąś aktywnością kampanijną - gdyby komitet był monopartyjny klasyczna strategia "wszyscy gramy na lidera" byłaby zrozumiała. W tych wyborach realnie starających się o elekcję powinno być kilku kandydatów. Ale ich nie ma, mimo że ordynacja działa tak, że aktywność poszczególnych kandydatów służy całej liście, a w mniejszym stopniu jest zagrożeniem dla lidera.

Smutne to, bo kandydaci się nie starają, wyborcy z braku informacji nie mają realnego wyboru. A potem jest płacz, że wyborcy bierni i w nosie mają "demokrację". Jak Kuba bogu, tak bóg Kubie.

I na koniec, dla tych, co dotarli do tego miejsca wisienka na torcie.

Tak wygląda strona KW prezentująca kandydatów w moim okręgu. Aż zachęca do nawiązania kontaktu, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.