Przeskocz do treści

O referendum konstytucyjnym Prezydenta Dudy raz jeszcze

Wiele zostało już powiedziane o pomyśle organizacji "referendum konstytucyjnego" przez Prezydenta Dudę. Ogłoszone w tym tygodniu propozycje 15 pytań, na które mieliby odpowiedzieć obywatele, wzbudziło wiele komentarzy, z których przygniatająca większość jest negatywna bądź drwiąca. Osoby śledzące polską politykę z pewnością znają krytyczne opinie profesor Romaszewskiej z Kancelarii Prezydenta, czy profesor Ewy Łętowskiej. Równie znaczące jest milczenie obozu politycznego Prezydenta - pojedyncze głosy, które pojawiły się w przestrzeni publicznej raczej dystansują się od pomysłu Andrzeja Dudy, ale są one nieliczne - temat dla PiS nie istnieje.

Prawo i Sprawiedliwość nie tylko nie popiera tego pomysłu, ale nigdy ceteris paribus, nie przyłoży do niego ręki. Oprócz powodów powszechnie krążących w mediach widzę dwa powody dla takiego stanu rzeczy. Być może nie są to argumentu główne, ale w mojej opinii ważne.

Po pierwsze, obowiązująca konstytucja jest PiSowi na rękę. Jest świetnym "chłopcem do bicia". Większość obywateli nie rozumie dyskusji prawników na jej temat, jest ona odbierana w sposób emocjonalny - co  jest politykom bardzo na rękę. Obywatel stawiany wobec sporu o konieczność jej zmiany, jeśli nie chce, nie musi rozumieć na czym polegają wady i zalety obecnej konstytucji. Wystarczy, że w spolaryzowanym społeczeństwie wierzy, że obowiązująca ustawa zasadnicza jest zła, jest praprzyczyną wszelkich problemów kraju. W oczach wielu obywateli jest zdyskredytowana i wszelkie niepowodzenia rządu można na nią zwalać. To, choć absurdalne wytłumaczenie, jest bardzo wygodne dla obozu rządzącego. Ponieważ jej wartość została w oczach elektoratu zanegowana, nie ma problemu by ją łamać. No przecież ona zła jest, ta konstytucja. "Skoro ją łamiemy, to dlatego, że jest zła, a my przecież chcemy tylko, żeby było lepij." Wobec tego splotu ocen konstytucji i praktyki politycznej nie ma żadnej zachęty do uchwalenia nowej ustawy zasadniczej. Dla rządu nie ma lepszej sytuacji niż brak norm ustrojowych, bo wszelkie ich naginanie i łamanie da się uzasadnić wyimaginowaną wadliwością rozwiązań. Hulaj dusza, piekła nie ma.

Po drugie, obecny obóz rządzący jest niezdolny do stworzenia nowej ustawy zasadniczej. Pomijając już fakt, że wątpliwym wydaje się uzyskanie wymaganej większości w Sejmie, to po prostu nie widać, co PiS chciałby zmianą konstytucji osiągnąć. Tu nie wystarczą przekazy dnia i głosowanie nocą nad poprawkami pisanymi na kolanie. Dotychczasowa praktyka legislacyjna obecnej kadencji Parlamentu wskazuje, że partii rządzącej brakuje zdolności merytorycznych do przeprowadzania w parlamencie złożonych aktów prawnych. Mimo szumnych zapowiedzi w kampanii wyborczej zapewniających o świetnym przygotowaniu partii do przeprowadzenia niezbędnych reform systemowych, na półmetku kadencji widać, że żadnych projektów w słynnej błękitnej teczce Beaty Szydło nie było, po prawie trzech latach rządzenia nadal ich nie ma, co więcej nie widać by toczyły się nad nimi rzeczywiste, a nie pozorowane prace. Dla przypomnienia, chodziło między innymi o następujące reformy systemowe:

  • reforma systemu podatkowego
  • reforma Kodeksu Pracy
  • reforma systemu sądów
  • reforma Kodeksu Karnego
  • reforma systemu zabezpieczeń społecznych

W żadnej z wymienionych wyżej dziedzin nie przeprowadzono zmian systemowych. System podatkowy zmieniany jest wyrywkowo i pod bieżące potrzeby. Istotne zmiany całego systemu podatkowego, mogące uczynić go bardziej sprawiedliwym, mniej uznaniowym i przejrzystym nie są nawet analizowane. Nakładane są jedynie nowe podatki, zazwyczaj bez konsultacji i analizy, za to w trybie ekspresowym.

Moment na zmiany w Kodeksie Pracy i Państwowej Inspekcji Pracy jest wymarzony. Po raz pierwszy w historii III RP mamy sytuację powszechnego deficytu pracowników. Przemyślane zmiany w prawie pracy mogłyby uzyskać przychylność wszelkich interesariuszy - możliwe jest przeprowadzenie zmian wprowadzające nasze przepisy w XXI wiek i usunięcie niezliczonych fikcji zawartych w bieżącym kodeksie. Zamiast tego projekt, nad którym grupa ekspertów pracowała dwa lata okazał się ćwiczeniem teoretycznym bez żadnego poparcia politycznego. I tak, po raz kolejny, rynek pracy regulowany jest przez "niewidzialną rękę rynku" - po raz pierwszy pracownicy mają więcej argumentów niż przedsiębiorcy - a zmiany rynku pracy zamiast w sposób przemyślany i planowy, odbywają się żywiołowo. Niewidzialna ręka rynku w przypadku mowy o pracę jest rozwiązaniem nieefektywnym i rodzi patologie, o których napisano już całe tomy. A pomysłu na reformę brak.

Konieczność reformy sądów nie jest tematem kontrowersyjnym. Zanim PiS zaczął się sprawą, istniał konsensus, że sądy powszechne powinny funkcjonować lepiej. Konsensus to jednak coś, co PiSowi śmiertelnie zagraża, bo potrzebna jest mu polaryzacja i możliwość pomiatania każdym, choć trochę inaczej myślącym. Zmiany wprowadzone przez PiS nie rozwiązały żadnego z problemów sądownictwa (to, że jest coraz gorzej potwierdzają badania), a "reforma" ograniczyła się do zmian personalnych. Na stanowiska wprowadzono sędziów o często wątpliwych osiągnięciach, nie usunięto za to przeszkód, które utrudniają funkcjonowanie systemu sądowego na co dzień.

Reforma Kodeksu Karnego dla odmiany, nie wydawała się pilącą potrzebą. Została jednak wprowadzona do programu partii rządzącej i podobno minister Ziobro w zaciszu gabinetu pracuje nad programem kompleksowych zmian KK. Lata płyną, o projekcie nic nie słychać. Minister pewnie czeka na wzmocnienie swojej pozycji w partii i spróbuje przepchnąć swój tajny kodeks karny na jakimś nocnym posiedzeniu parlamentu.

Jako wielki sukces polityki społecznej rządu wciąż przytaczany jest program 500 plus. Ustawa wprowadzająca ten nieskomplikowany mechanizm redystrybucyjny ma 31 stron, z czego merytorycznych jest kilka artykułów. To dobrze opracowany kawałek legislacji - wytrzymuje próbę czasu i nie wymaga ciągłych modyfikacji. Natomiast nie jest to zmiana systemowa. System opieki społecznej w Polsce nadal pozostaje fikcją, nie do końca wiadomo czemu ma służyć, a jego działanie woła o pomstę do nieba. Zmiany wprowadzane są na rympał, jak w przypadku poprawek wprowadzonych przy okazji sejmowego protestu Rodziców Osób Niepełnosprawnych. Nie ma tu żadnego pomysłu, żadnego planu  (ktoś pamięta szumny projekt "za życiem" autorstwa rządu Beaty Szydło? Piękny był, wielopunktowy, rozpisany na działania i harmonogramy...)

Powyższe uwagi to tylko wycinek, który prowadzi do sedna. Rząd nie dysponuje ani wolą, ani zapleczem merytorycznym, ani środkami do zmiany konstytucji.

  • Nowa konstytucja nie mogłaby być łamana. Jak tu ignorować "własną, autorską konstytucję", wygodniej jest deptać obecną, wrażą
  • Konstytucja to nie jest ustawa, którą można wciąż poprawiać na kolejnych posiedzeniach parlamentu. Musi to być spójny, systemowy projekt. Nie można do niej podejść jak do ustaw sądowych, które zmieniane są co posiedzenie, bo ustawodawca nie przewidział, nie pomyślał, albo jakaś jednostka "bruździ"
  • Przez prawie trzy lata rządów, PiS nie był w stanie przygotować ani jednego projektu reform systemowych. Konstytucja to najbardziej złożona ustawa, bo określa ramy ustrojowe dla wszystkich innych działań, wpływa na każdy inny akt prawny. Nieprzemyślane zmiany mogą skutecznie sparaliżować działanie Państwa.

1 myśl na “O referendum konstytucyjnym Prezydenta Dudy raz jeszcze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.